poniedziałek, 27 grudnia 2010

Nowa Zelandia cz. III czyli Latające Kiwi

Do tej pory w naszych podróżach poruszaliśmy się głównie autobusami i spaliśmy w hostelach. W ten sposób mogliśmy zobaczyć tylko miejsca, w których nocowaliśmy oraz miejsca, do których wykupiliśmy wycieczki. Zwiedzając w ten sposób można sporo przeoczyć, a w Nowej Zelandii chcieliśmy przeoczyć jak najmniej. Jesteśmy w miejscu dokładnie po drugiej stronie świata (spróbujcie przebić się przez globus) i okazja do ponownej wizyty może się szybko nie powtórzyć.

czwartek, 23 grudnia 2010

Nowa Zelandia cz. II czyli Wyspa Południowa

Witamy po kolejnej sporej przerwie. Pisanie offline nie jest łatwe, szczególnie jeśli nie ma prądu i godziwych warunków ;) a tak było przez ostatnie dni naszego podróżowania. Większość nocy spędzaliśmy pod namiotami, głównie na dzikich kempingach bez łazienek i bieżącej wody. Kiedy zdarzały się bardziej cywilizowane miejsca, nie było dostępu do internetu. To już koniec usprawiedliwień.

środa, 15 grudnia 2010

Nowa Zelandia cz. I czyli wulkaniczna wyspa północna

Drodzy Wierni Czyletnicy!

Przepraszamy za długie milczenie, ale w ostatnim tygodniu nie mieliśmy dostępu do internetu. Działo się bardzo wiele. 9 grudnia opuściliśmy Amerykę Południową i od 11 jesteśmy już w Nowej Zelandii. Po drodze zgubiliśmy prawie cały dzień (10 grudnia) ze względu na przekroczenie linii zmiany daty. Szybko musieliśmy pokonać sporego jet-laga, bo już 12 grudnia rano ruszyliśmy na dwutygodniową wycieczkę po obu wyspach.

czwartek, 9 grudnia 2010

Santiago w sześciu smakach

Znowu to zrobiliśmy! Wybraliśmy się na Free Tour. Idea darmowych wycieczek po mieście przedostała się przez ocean i jest także obecna w Ameryce Południowej. Tym razem nasza przewodniczka była Chilijką. Dlatego jej historie opowiedziane po angielsku nie miały tyle polotu i humoru co historie na poprzednich Free Tourach. Niemniej dowiedzieliśmy się sporo ciekawych informacji o Santiago, z których przedstawiamy to, co najbardziej nam się spodobało.

sobota, 4 grudnia 2010

Jak się przedostać z Cordoby do Santiago

Podczas pobytu w Ameryce Południowej musieliśmy się trochę poprzemieszczać. Ograniczyliśmy transport lotniczy do minimum, gdyż choć wygodny i szybki to jednak drogi. W związku z tym wybraliśmy transport autobusowy. Nie było wygodnie, nie było szybko, ale było ekonomiczniej. Ostatni odcinek z Cordoby do Santiago miał wyglądać tak samo. Na mapie odległość między tymi dwoma miastami nie wyglądała szczególnie imponująco – dzieliły nas tylko Andy. Ale my już wiemy, co to znaczy „jechać przez Andy” i nie bardzo chcieliśmy to powtórzyć. Dodatkowo całej trasy nie można było pokonać za jednym razem i konieczna była przesiadka w Mendozie. Przez to całkowita podróż byłaby jak papier toaletowy: długa, szara i do d..., a do tego niekoniecznie tania

poniedziałek, 29 listopada 2010

„Boskie Buenos”

Wygląda na to, że we wtapianiu się w tłum osiągnęliśmy wysoki poziom. Mnie w Buenos Aires pytano o drogę, a od Kamila Argentyńczycy chcieli kupować okulary z pobliskiego straganu. Może wynika to z dobrego kamuflażu? W pośpiechu przed wyjazdem Kamil nie zabrał swojego kapelusza i jako ochronę przed słońcem używał koszulki fantazyjnie zawiązanej na głowie. Przypominał tym samym bardziej Araba niż Latynosa, ale w Buenos nie takie rzeczy przechodzą... Tutejsi Latynosi bywają nawet... RUDZI!

środa, 24 listopada 2010

Jesteśmy na wczasach w argentyńskich lasach

Jak zapewne niektórzy już zauważyli, w ostatnich dniach nasza aktywność nie była zbyt imponująca. Teraz odpoczywamy/pierzemy/regenerujemy się przed kolejnymi podbojami. Mamy sporo zdjęć z imprez, ale po ocenzurowaniu nie zostało ani jedno, które można by wstawić na bloga. Za kilka dni opublikujemy wpis dotyczący Buenos Aires, ale najpierw musimy tam pojechać.

środa, 17 listopada 2010

W pustyni i w puszczy*

Podczas naszej krótkiej wizyty w Chile postanowiliśmy trochę pozwiedzać (aplauz!). W związku z tym najpierw zwiedziliśmy dwie laguny w Rezerwacie Flamingów, a następnie wybraliśmy się do el Tatio, aby podziwiać gejzery.

poniedziałek, 15 listopada 2010

San duPedro de Atacama i Dolina Księżycowa

Tym razem los rzucił nas na pustynię, ale pustynię nie byle jaką boooooo to najsuchsza pustynia na świecie, zwana Atacama! Dziś zwiedzaliśmy ją na rowerach i czuliśmy się niczym uczestnicy "Rajdu Dakar" (od 2009 roku odbywa on się właśnie na tej pustyni).

niedziela, 14 listopada 2010

Już za pół roku...

Chcieliśmy przypomnieć, że dokładnie za 6 miesięcy będziemy się bawić na weselu u Ani i Kamila! Przygotujcie się na ostrą jazdę :)!

Titi-caca

Naszym ostatnim celem w Peru była miejscowość Puno położona nad jeziorem Titicaca. I tym razem opcji dotarcia było wiele. Specjalnie dla turystów kursuje na tej trasie luksusowy pociąg, mknący z zawrotną prędkością ok. 30 km/h za jedyne 120 dolarów/os (niestety nie ma zniżek studenckich :(). Są także autobusy, którymi przemieszczają się na co dzień Peruwiańczycy, ale właściciel hostelu, w który mieszkaliśmy stwierdził, że są one dla nas zbyt egzotyczne. Ostatecznie więc daliśmy się namówić na tzw. autobus turystyczny, który po drodze zatrzymywać się w miał w ciekawych miejscach.

sobota, 13 listopada 2010

Droga z Peru do Chile

Nie łatwo jest przedostać się z Peru do Chile. Droga ta wiedzie przez bezdroża i okupiona jest licznymi przesiadkami. My musieliśmy dostać się z Puno w Peru do San Pedro de Atacama w Chile. W wersji pesymistycznej mogło to potrwać nawet CZTERY dni.

piątek, 12 listopada 2010

Galeria zdjęć!

W odpowiedzi na liczne prośby zamieściliśmy dziś cztery galerie z naszego pobytu w Peru. Macie dwa dni na ich dokładne obejrzenie. My, tymczasem, lecimy na dworzec i mamy nadzieję dotrzeć w niedzielę do San Pedro de Atacama w Chile.


czwartek, 11 listopada 2010

Cusco cz. III czyli CUSCO

Ulicę, przy której znajduje się nasz hostel definiują dwa słowa: „kurczakowania” i „fryzjernia”. Chcąc wybrać się na coś do jedzenia, mamy wybór między Polleríą (czyli kurczakownią), Pollo Surem (kurczakiem południa), Super Pollo (super kurczakiem), itp. Oprócz tego na naszej ulicy dominują zakłady fryzjerskie. Co ciekawe, w Peru wszystkie ulice są tematyczne, tj. są ulice na których dominują „kurczakownie” i fryzjerzy, są ulice wyłącznie ze sprzętem kempingowym, ze strojami na bal przebierańców, lub ze sprzętem medycznym. Żeby jednak odejść od tej dygresji, pójdźmy dalej naszą wyjątkową ulicą, która prowadzi do centrum Cusco – dawnej inkaskiej stolicy.

środa, 10 listopada 2010

Inca Trail

Pokonaliśmy nasze słabości! Zrzuciliśmy boczki! Udało nam się przetrwać Inca Trail i dotrzeć na Machu Picchu. Nie było łatwo. Brakowało nam kondycji, doświadczenia w chodzeniu po górach, a przede wszystkim wiary w siebie.

wtorek, 9 listopada 2010

Odpoczynek po Inca Trailu

Po czterach dniach wędrówki dotarliśmy na Machu Picchu. Chodzenie po górach jest bardzo męczące, stąd też dzień dzisiejszy przeznaczyliśmy na odpoczynek. Na dowód naszego sukcesu kilka zdjęć. Kolejne wpisy niebawem.

Kamil

czwartek, 4 listopada 2010

Cusco cz. II czyli Święta Dolina

Pewnie już cieszyliście się, że soroche zamknie nam usta na długo, niestety! Powracamy dziś ze zdwojoną siłą, aby zdawać relację z naszych kuskeńskich przygód (?? tym razem konkursu nie będzie, znaczki są za drogie).

poniedziałek, 1 listopada 2010

Cusco cz. I czyli soroche

Dziś ok. godziny 11:30 czasu peruwiańskiego (PET) wylądowaliśmy w Cusco. Zejście do lądowania zapewniło nam skok adrenaliny. Samolot wykonał kilka brawurowych manewrów między górami po czym pan pilot bezpiecznie posadził nas na płycie lotniska. Jupi! Wspólnie z Kamilem przyznaliśmy, że było to nasze najciekawsze lądowanie w życiu, a ja zostałam fanką pana pilota.

sobota, 30 października 2010

Lima cz. IV, czyli „przygoda”

Wczoraj postanowiliśmy z Kamilem jeszcze raz pojechać do centrum Limy. Chcieliśmy zobaczyć to, co pominęliśmy za pierwszym razem, zrobić więcej zdjęć i po raz ostatni nacieszyć oczy limańską (;D) starówką. W czasie spaceru po Plaza de Armas zaczepił nas pewien Peruwiańczyk, który, jak się później okazało, był muzykiem w pobliskim barze i grał w zespole razem z chłopakiem z Polski. Stwierdziliśmy, że spotkanie z rodakiem w Limie to bardzo miły sposób na popołudnie i obiecaliśmy Pedrowi (Peruwiańczykowi), że wpadniemy do jego baru.

piątek, 29 października 2010

Lima cz. III czyli transport w mieście

Przyjeżdżając do Limy mieliśmy w głowie bardzo europejskie podejście w kwestii transportu publicznego. W naszym mniemaniu władze dużego miasta, stolicy kraju na pewno zajmują się organizacją komunikacji miejskiej. Ustalają sieć autobusów, tramwajów, może nawet metra. Nic bardziej mylnego. W Limie króluje najczystszy kapitalizm i europejskie oczekiwania, co do utrzymywanych przez miasto linii tramwajowych i przystanków autobusowych, mogą nie zostać spełnione. Dla jednych to kapitalizm, dla innych totalny bałagan, gdzie brak centralnej, wiarygodnej informacji na temat możliwości przemieszczania się po mieście. Peruwiańczycy, przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, jakoś sobie radzą. Co jednak ma zrobić biedny turysta zza oceanu?

czwartek, 28 października 2010

Lima cz. II czyli Centro Histórico

Ten wpis sponsorują: literka S jak Skrajności, liczba 3 jak 3 sole za colectivo oraz Francisco Pizarro ;)

Niskobudżetowość naszego wyjazdu motywuje do wyszukiwania najtańszych rozwiązań. Jeśli chodzi o transport najbardziej atrakcyjną opcją jest tzw. podejście "z buta". Niestety, ta metoda ma swoje ograniczenia. Dlatego też do centrum Limy (oddalonego  o 12 km od Barranco) postanowiliśmy dostać się "po peruwiańsku", to jest korzystając z colectivo. Koncepcja colectivo polega na tym, że osoby prywatne w prywatnych samochodach wożą po Limie wszystkich chętnych (i odważnych) za niewielką opłatą. W Limie ta opłata wynosi 3 sole/os (ok. 3 zł).  Dodatkową atrakcją jest towarzyszący takim przejażdżkom dreszczyk emocji...Otwarte szyby, zimny łokieć, wiatr we włosach, muzyka na full, itd. a ty się zastanawiasz jakie są szanse, że samochód nie "rozkraczy się" na środku drogi i dowiezie cię tam, gdzie chcesz. ;) (Auta w Peru są w takim stanie, że pewnie w Europie państwo dopłaciłoby właścicielom, żeby tylko się ich pozbyli.) Na szczęście, nic nam po drodze nie odpadło i szczęśliwie dojechaliśmy do centrum.

wtorek, 26 października 2010

Lima cz. I czyli… ¿Qué pasa compadre?

24 października anno domini 2010 nasze blade, europejskie stopy stanęły na peruwiańskiej ziemi. Od samego początku czuliśmy się bardzo egzotyczni (jak Hindus w Golubiu). Patrzyli na nas wszyscy, patrzą do tej pory, kiedy spacerujemy ulicami Barranco i zapewne patrzeć będą nadal, nawet jeśli trochę się opalimy, bo i tak przy Peruwiańczykach wciąż będziemy żenująco biali :).

poniedziałek, 25 października 2010

Londyn

Z racji jednego wolnego dnia w Londynie, który miał być tylko "dniem przed wyjazdem" udało nam się zwiedzić całkiem sporą część miasta.

poniedziałek, 13 września 2010

Podróż przedślubna

Jak to opisaliśmy we wpisie powitalnym, w najbliższym czasie planujemy zmianę stanu cywilnego. Zanim jednak to się stanie wybieramy się w podróż dookoła świata.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Let's get the party started!

Jesteśmy parą (niedługo małżeństwem) z okolic Torunia, ale już niedługo z Poznania.

W tym roku skończyliśmy studia. Ania jest tłumaczem języka hiszpańskiego i angielskiego, uwielbia śpiewać, tańczyć. Jej pasją jest kultura latynoska, a przede wszystkim Argentyna. Kamil jest informatykiem, obecnie pracuje jako programista. Bardzo lubi (swoją laptoczycę :D przyp. Ani), a także sport (nie tylko w telewizji), fotografię (co spróbuje udowodnić na tym blogu) oraz gadżety elektroniczne (oj taaak  przyp. Ani).