środa, 15 grudnia 2010

Nowa Zelandia cz. I czyli wulkaniczna wyspa północna

Drodzy Wierni Czyletnicy!

Przepraszamy za długie milczenie, ale w ostatnim tygodniu nie mieliśmy dostępu do internetu. Działo się bardzo wiele. 9 grudnia opuściliśmy Amerykę Południową i od 11 jesteśmy już w Nowej Zelandii. Po drodze zgubiliśmy prawie cały dzień (10 grudnia) ze względu na przekroczenie linii zmiany daty. Szybko musieliśmy pokonać sporego jet-laga, bo już 12 grudnia rano ruszyliśmy na dwutygodniową wycieczkę po obu wyspach.



Zaczęliśmy na północy w Auckland, największym mieście w Nowej Zelandii. Pierwszego dnia przekonaliśmy się, że życie na wulkanicznej wyspie może być fajne. Byliśmy na plaży, na której można było urządzić sobie spa za darmo. Wystarczyło wykopać płytki dół, który zapełniał się gorącą wodą.

W kolejnych dniach mieliśmy okazję podziwiać wrzące baseny błotne, gejzery, wielokolorowe jeziora, które zawdzięczały fantastyczne barwy licznym minerałom. Efektem ubocznym tych cudów, było towarzyszący nam w ostatnich 3 dniach zapach siarki popularnie zwany zapachem "zgniłego jaja".

Niestety, póki co nie widzieliśmy ikony Nowej Zelandii, czyli ptaszka kiwi. Mamy nadzieję, że Południowa Wyspa okaże się pod tym względem bardziej atrakcyjna. Wiemy, że ten wpis nie jest za długi, ale musimy lecieć na prom. Jak tylko będziemy mieli dostęp do internetu postaramy się dodać zdjęcia i relacje z naszych przygód.

Ania















Pełny ekran

9 komentarzy:

  1. Tam jest naprawdę lato? Od prawie dwóch miesiący jeździcie po południowych kontynentach, ale w ogóle się nie opaliliście. Chyba słońce tam coś słabo przygrzewa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiawojnowska16 grudnia 2010 11:17

    ale wam zazdroszczę... u nas sypie śnieg i ciągle na minusie! mam dość tej zimy (a to dopiero początek) no i piękne widoki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie zdjecia z Mordoru!? Chce pocztówke z Barad-Dur i Fotke z Nazgulami!

    OdpowiedzUsuń
  4. Możecie pisać offline i jak już znajdziecie dostęp do netu, to tylko przekleić to co już macie ciekawego napisane. To taka sugestia, która nie pozwoli Wam więcej się nie tłumaczyć, że "krótki wpis, bo netu nie ma" :P
    Nie iść mi tu na łatwiznę, tylko pisać dużo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Popoieram Tomek - o tym samym pomyslam - zadnych wymowek. Przyznjacie sie, ze zasiedzieliscie sie na tych podgrzewanych plażach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A... Kamyk na zdjeciu z wulkanem wyglądasz jak prawdziwy globtroter... koszulka jeszcze tylko za słabo wyświechtana ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ukradli wam fotke...
    http://wyborcza.biz/biznes/55,101716,8661942,,,,8806884.html

    OdpowiedzUsuń
  8. A może Kamyk z Anią dorabiają, żeby na całą podróż starczyło i teraz pod pseudonimem "Shutterstock" fotki do gazety sprzedaja. Trzeba byc obrotnym w dzisiejszych czasach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To już zaniedbanie. Od ponad tygodnia nie ma żadnych nowych wieści. Poza tym w ogóle nie można się do Was dodzwonić. Zagubiliście się w tych nowozelandzkich górach czy co? A może porwali Was nazgule lub inne orki.
    Fotka z pewnością zrobiona w tym samym miejscu, ale robił ją ktoś inny. Wystarczy porównać kolory nieba.

    OdpowiedzUsuń