czwartek, 23 grudnia 2010

Nowa Zelandia cz. II czyli Wyspa Południowa

Witamy po kolejnej sporej przerwie. Pisanie offline nie jest łatwe, szczególnie jeśli nie ma prądu i godziwych warunków ;) a tak było przez ostatnie dni naszego podróżowania. Większość nocy spędzaliśmy pod namiotami, głównie na dzikich kempingach bez łazienek i bieżącej wody. Kiedy zdarzały się bardziej cywilizowane miejsca, nie było dostępu do internetu. To już koniec usprawiedliwień.



Obecnie znajdujemy się w na dole Wyspy Południowej, w miejscowości Te Anau. Spędzamy tu dwie noce i trochę nie mamy co robić, bo pogoda jest, nie bójmy się tego słowa, fatalna. (Przyznajcie się, że trochę Was to cieszy, że wcale nie mamy tak fajnie, kiedy wy siedzicie zakopani w mrozie i śniegu...). Jednakże mimo intensywnych opadów deszczu postanowiliśmy wybrać się z Kamilem na wycieczkę rowerową i spacer po górach. Ja niestety zrezygnowałam w 1/3 i przemoczona wróciłam na kemping, ale przynajmniej dzięki temu na blogu pojawi się wpis. Kamil nadal walczy gdzieś na szlaku. Zabrał mi twixy więc nie ma najgorzej.

Wracając do Wyspy Południowej jesteśmy tu już prawie 10 dni. Przypłynęliśmy promem z Wellington (stolicy NZ) do Picton (małej wioski na Wyspie Południowej). W Wellington udało nam się zwiedzić Kongres i maleńki fragment hiperinteraktywnego muzeum Te Papa, w którym można by spędzić cały tydzień. Z Picton ruszyliśmy na południe malowniczą trasą wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Po drodze zatrzymaliśmy się, co by podglądać żyjące tutaj foki. Bardziej zamożni uczestnicy wycieczki mogli popływać z delfinami lub wypłynąć w morze pogonić walenia. Ogólnie w ostatnim tygodniu większość atrakcji była ściśle związana z zasobnością portfela i sportami ekstremalnymi. My staraliśmy się szukać ekonomicznych górskich szlaków i innych miejsc, w których mogliśmy podziwiać to co w Nowej Zelandii najlepsze, czyli przyrodę. Widzieliśmy nawet kilka pingwinów. Wczoraj byliśmy na dwugodzinnym rejsie po nowozelandzkich fiordach. Trochę nas zmoczyło i wyhuśtało, ale zdecydowanie było warto. Po jutrze kończymy naszą wycieczkę i 29 grudnia lecimy z Queenstown do Auckland. Tam spędzamy Sylwestra, a 2 stycznia ruszamy na Wyspy Fidżi!!! JUPI! :DDD

Tymczasem, na zakończenie, chcielibyśmy wszystkim złożyć najlepsze życzenia na święta. Ściskamy Was i przesyłamy pozytywne wibracje z drugiego końca świata. :)

Ania












Pełny ekran

4 komentarze:

  1. My również życzmy wam Wszystkiego najlepszego na Święta i żebyście szczęśliwie dotarli do nas w Nowym 2011 roku. Pozdrawiamy całą rodziną Zalewskich. bye

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo niezwykłe te Wasze Święta w tym roku... A co z choinką i prezentami??? Pomyślnej realizacji podróżniczych planów i szczęśliwego powrotu życzę. Adam P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochane dzieciaki macie mnóstwo wrażeń w te święta, które zapewne będą niezapomnianymi do końca życia. Mamy nadzieję, że prezent dotarł na czas. Całujemy i czekamy na relację z Fidżi. Milion buziaków!

    OdpowiedzUsuń
  4. A prezent od n as dostaniecie w maju ;) Taki łączony. Ściskamy Was moczno.

    OdpowiedzUsuń