Po wstępnych trudnościach odnaleźliśmy się na lotnisku z kierowcą, który miał nas zawieźć do hostelu, i ani się obejrzeliśmy już mknęliśmy po ulicach Limy. Poniżej przedstawiamy kilka porad Pana kierowcy na temat funkcjonowania turystów w mieście.
Po pierwsze primo - ubiór ascetyczno-biedny.
Po drugie - żadnej biżuterii, zegarków, gadżetów typu lustrzanka, najnowszych modeli telefonów kom., itp.
Po trzecie - jeśli ktoś krzywo na Ciebie spojrzy, patrzysz mu prosto w oczy, rzucasz w jego stronę "¿Qué pasa compadre?" i on już wie, że nie ma co z tobą zadzierać, po czym wystraszony ucieka... ;)
W czasie drogi starałam się tłumaczyć Kamilowi całą rozmowę z taksówkarzem na bieżąco, a on z każdą chwilą wydawał się bardziej wystraszony. Na szczęście szybko mu minęło. Stwierdził, że podoba mu się Lima, "bo wygląda jak Meksyk" (Czy Kamil był w Meksyku? Nie. Czy Lima wygląda jak Meksyk? Nie wiem. Ale jeśli to porównanie sprawia, że czuje się bardziej komfortowo, to jestem za).
Wczoraj zwiedziliśmy naszą "dzielnię" czyli Barranco. Wzięliśmy sobie do serca słowa taksówkarza. Kamil z dumą prezentował kolekcję "Żal 2010", której główny element stanowiła 10-letnia, szaro-bura bluza, w rozmiarze XXXL. Moja garderoba nie zawierała aż tak wyrafinowanych elementów, więc pominę jej skład.
No dobra....z tą straszną, niebezpieczną Limą to trochę ściema. Nabraliśmy was, żeby było ciekawiej. Oczywiście trzeba być ostrożnym, ale to się tyczy nie tylko Peru. Barranco, pod względem historycznym, jest jedną z najciekawszych dzielnic Limy. Jest także, obok Miraflores i Centro Histórico, jednym z trzech najważniejszych rejonów turystycznych stolicy. Czasami porównuje się Barranco do paryskiego Montmartre'u, bo większość artystów i literatów Limy mieszka właśnie tu. Okolica jest urocza, pełna starych domów w kolonialnym stylu, zabytkowych aut, kuszących zapachami restauracji, kolorowych skwerków, a z okna hostelu mamy widok na Pacyfik. Peruwiańczycy są bardzo pomocni, szczególnie gdy zwraca się do nich w ich ojczystym języku, dlatego znajomość hiszpańskiego jest dużym ułatwieniem.
Ania
Wyświetl większą mapę
Co za nieporozumienie, nie "Meksyk", a "meksyk"!
OdpowiedzUsuńAnia kazała mi nabic sobie komentów, to Wam troche pospamuje ;p Uwazajcie na cyganów i la chupakabre(nie wiem jak sie to pisze ;p). Mam juz trening rozpisany od Krzyska, mam nadzieje ze jak wrócicie bede jeszcze miał szyje heheh xD
OdpowiedzUsuńAniu widzę, że masz zadatki na to by stać się nową (oczywiście lepszą )wersją Pana Cejrowskiego :)))
OdpowiedzUsuńMichał tylko nie pytaj go o diete koksiarska, bo juz cie nie uratujemy. A odnosnie Barranco zapowiadal sie niezly kryminal. Moze go dokonczycie. Tylko nie wloczcie sie po ciemnych uliczkach w poszukiwaniu inspiracji ;)
OdpowiedzUsuńMichał: uważamy na chupacabre (prawie dobrze napisałeś, jestem pod wrażeniem). Mamy nadzieję, że szyja będzie...bo wiesz, świadek bez szyi to trochę żal! :PPP
OdpowiedzUsuńPrzygotowujemy kolejne wpisy i cały czas nie możemy się przyzwyczaić do zmiany czasu. Ale jest progres. Wczoraj obudziliśmy się o 4, dziś już o 5.
Fajnie, że ktoś nas czyta ;D Będziemy się starać nie zanudzać.
Świetnie się czyta, Aniu... Talent po Tatusiu? :)
OdpowiedzUsuń