Przyjeżdżając do Limy mieliśmy w głowie bardzo europejskie podejście w kwestii transportu publicznego. W naszym mniemaniu władze dużego miasta, stolicy kraju na pewno zajmują się organizacją komunikacji miejskiej. Ustalają sieć autobusów, tramwajów, może nawet metra. Nic bardziej mylnego. W Limie króluje najczystszy kapitalizm i europejskie oczekiwania, co do utrzymywanych przez miasto linii tramwajowych i przystanków autobusowych, mogą nie zostać spełnione. Dla jednych to kapitalizm, dla innych totalny bałagan, gdzie brak centralnej, wiarygodnej informacji na temat możliwości przemieszczania się po mieście. Peruwiańczycy, przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, jakoś sobie radzą. Co jednak ma zrobić biedny turysta zza oceanu?