Wczoraj postanowiliśmy z Kamilem jeszcze raz pojechać do centrum Limy. Chcieliśmy zobaczyć to, co pominęliśmy za pierwszym razem, zrobić więcej zdjęć i po raz ostatni nacieszyć oczy limańską (;D) starówką. W czasie spaceru po Plaza de Armas zaczepił nas pewien Peruwiańczyk, który, jak się później okazało, był muzykiem w pobliskim barze i grał w zespole razem z chłopakiem z Polski. Stwierdziliśmy, że spotkanie z rodakiem w Limie to bardzo miły sposób na popołudnie i obiecaliśmy Pedrowi (Peruwiańczykowi), że wpadniemy do jego baru.