Ten wpis sponsorują: literka S jak Skrajności, liczba 3 jak 3 sole za colectivo oraz Francisco Pizarro ;)
Niskobudżetowość naszego wyjazdu motywuje do wyszukiwania najtańszych rozwiązań. Jeśli chodzi o transport najbardziej atrakcyjną opcją jest tzw. podejście "z buta". Niestety, ta metoda ma swoje ograniczenia. Dlatego też do centrum Limy (oddalonego o 12 km od Barranco) postanowiliśmy dostać się "po peruwiańsku", to jest korzystając z colectivo. Koncepcja colectivo polega na tym, że osoby prywatne w prywatnych samochodach wożą po Limie wszystkich chętnych (i odważnych) za niewielką opłatą. W Limie ta opłata wynosi 3 sole/os (ok. 3 zł). Dodatkową atrakcją jest towarzyszący takim przejażdżkom dreszczyk emocji...Otwarte szyby, zimny łokieć, wiatr we włosach, muzyka na full, itd. a ty się zastanawiasz jakie są szanse, że samochód nie "rozkraczy się" na środku drogi i dowiezie cię tam, gdzie chcesz. ;) (Auta w Peru są w takim stanie, że pewnie w Europie państwo dopłaciłoby właścicielom, żeby tylko się ich pozbyli.) Na szczęście, nic nam po drodze nie odpadło i szczęśliwie dojechaliśmy do centrum.