czwartek, 16 maja 2019

Jedna gorąca kąpiel w Singapurze

Ten mrożący krew w żyłach tytuł, niczym z taniego horroru, jest przedsmakiem opisu naszych lodowatych przygód. W mieście takim jak Singapur, gdzie minimalna temperatura w ciągu roku to 26 stopni, na brak ciepła ciężko narzekać. A nam się to jednak udało!

środa, 26 czerwca 2013

Wpis o życiu

Tak... to jest kupa. To jest odpowiedź. Od tysięcy lat wszystkim cywilizacjom, kulturom i religiom, wielkim wojnom i rewolucjom, najwybitniejszym ludziom na świecie zawsze towarzyszy kupa. Teraz rozumiesz... to jest życie. Mnie oszukasz, przyjaciela oszukasz, mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz. (cytat z filmu Chłopaki nie płaczą).

Życia nie oszukasz, statystycznie raz dziennie nas to dopadało, czasem było ciężko a czasem było aż nazbyt lekko. Podróżując przez tak długi czas i mając kontakt z tak różnorodną kuchnią nie mogło zawsze być  gładko i przyjemnie, jak to bywało na polskim jedzonku. W tym wpisie przedstawię historie z życia wzięte. Żeby wpis nie był zbyt wulgarny, to za każdym razem pisząc o bohaterze tego wpisu, będę używał słowa koperek.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Podróż życia

Niecałe dwa miesiące temu rozpoczęliśmy kolejną podróż, podróż życia. W jednym z pierwszych
wpisów wspomnieliśmy, że zamierzamy się pobrać, i zrobiliśmy to 14 maja 2011. Mogliśmy szybciej o tym informować, jednak nie posiadaliśmy odpowiednich fotograficznych dowodów. Część z nich zamieszczamy w tym wpisie.

poniedziałek, 21 marca 2011

Powrót!

Drodzy czytelnicy!

Nie pożarły nas tajskie tygrysy, nie porwali malajscy terroryści, nie roztopiliśmy się w azjatyckim słońcu...za to wróciliśmy do domu cali i zdrowi. A że emocje już trochę opadły, czas na małe podsumowanie. Kamil będzie się buntował, że to nie koniec, bo brakuje jednego wpisu dot. Tajlandii. Zgadza się. Może więc on go napisze. :) Kamil, do dzieła!

środa, 23 lutego 2011

Sawatdee Thailand! czyli Dzień Dobry Tajlandio!

Udało się! Dostaliśmy wizę do Tajlandii, co wbrew pozorom nie było łatwe.W biurze wizowym na granicy malajsko-tajskiej, zdani na łaskę urzędniczki w zaawansowanej ciąży, walczyliśmy o wstęp do kraju. Myśleliśmy, że jesteśmy odpowiednio przygotowani do ubiegania się o wizę: mieliśmy kopię biletu z Bangkoku do Londynu, kopie paszportów, wypełnione wnioski wizowe oraz czystą i schludną aparycję. Jednakowoż, wnioski wizowe okazały się nie takie jak trzeba, kopie paszportów były za małe, a dodatkowo nie mieliśmy przy sobie 20 tyś bathów (2tyś złotych) w gotówce, co było warunkiem koniecznym i niezbędnym do otrzymania wizy. Na szczęście kierowca naszego busa zorganizował ekspresową pożyczkę (bez odsestek dop. Kamil), dzięki której wszystko potoczyło się pomyślnie.

sobota, 12 lutego 2011

Malezja - poezja

Z nieskazitelnego Singapuru dostaliśmy się do Malezji, w której głównym stylem architektonicznym jest styl rozpadającej się chaty. Przejazd przez most łączący wyspiarski Singapur z Półwyspem Malezyjskim, był dla nas takim samym szokiem jak przelot z Ameryki Południowej do Nowej Zelandii. Anuszce trochę brakowało toalet z krajów pierwszego świata. Oprócz tego, przez wrodzony pedantyzm cierpiała patrząc na wszechobecny bałagan. Pewnie gdybyśmy zostali tu jeszcze kilka dni, w końcu zaczęłaby sprzątać ulice. Ja natomiast rozkoszowałem się fotogenicznością każdego zakątka Malezji.

sobota, 5 lutego 2011

Szczęśliwego Chińskiego Nowego Roku

Czy czujecie to noworoczne podniecenie? Czas podsumowań, czas noworocznych postanowień, no i czas świętowania. W Singapurze przywitaliśmy Chiński Nowy Rok, Rok Królika. Z tej okazji prawie wszyscy mieszkańcy Singapuru mają wolne i część z nich, korzystając z długiego weekendu, opuściła państwo - miasto. Cała reszta zaś wybrała się na noworoczną wystawę kwiatów, przynajmniej takie odnieśliśmy wrażenie.