środa, 23 lutego 2011

Sawatdee Thailand! czyli Dzień Dobry Tajlandio!

Udało się! Dostaliśmy wizę do Tajlandii, co wbrew pozorom nie było łatwe.W biurze wizowym na granicy malajsko-tajskiej, zdani na łaskę urzędniczki w zaawansowanej ciąży, walczyliśmy o wstęp do kraju. Myśleliśmy, że jesteśmy odpowiednio przygotowani do ubiegania się o wizę: mieliśmy kopię biletu z Bangkoku do Londynu, kopie paszportów, wypełnione wnioski wizowe oraz czystą i schludną aparycję. Jednakowoż, wnioski wizowe okazały się nie takie jak trzeba, kopie paszportów były za małe, a dodatkowo nie mieliśmy przy sobie 20 tyś bathów (2tyś złotych) w gotówce, co było warunkiem koniecznym i niezbędnym do otrzymania wizy. Na szczęście kierowca naszego busa zorganizował ekspresową pożyczkę (bez odsestek dop. Kamil), dzięki której wszystko potoczyło się pomyślnie.



Wybierając się do Tajlandii warto mieć na uwadze kilka kwestii kulturowych. Po pierwsze, król jest uwielbiany i szanowany przez wszystkich Tajów, dlatego wszelkie uwagi dotyczące jego osoby najlepiej zostawić dla siebie. Po drugie, głowa jest najważniejszą i najświętszą częścią ciała i należy unikać jej dotykania, niezależnie od tego czy chcemy pogłaskać małe dziecko, czy poklepać po głowie naszego bliskiego tajskiego przyjaciela. Z drugiej strony stopy są najmniej świętymi i poważanymi częściami ciała dlatego pod żadnym pozorem nie wolno przydeptać stopą banknotu, który upadł (bo na każdym widnieje wizerunek króla), jest to uważane za całkowity brak szacunku wobec monarchy i Tajów. Ogólnie trzeba uważać na wszelkie czynności wykonywane stopami, bo może się okazać, że robimy coś co obraża Tajów. Po trzecie, Tajowie są bardzo restrykcyjni jeśli chodzi o ubiór podczas wizyt w świątyniach.

Naturalnie, zasad jest dużo więcej zarówno tych spisanych bardziej formalnych jak i tych niespisanych bardziej przyziemnych. Np. zasada: "pieszy=karaluch". Obecność pieszych jest całkowicie ignorowana, chyba że któryś z nich stanowi zagrożenie dla karoserii samochodu. Próba przejścia prze ulicę potrafi trwać i trwać... Jedyny sposób na pokonanie skrzyżowania, to pokonanie własnego strachu i stawienie czoła rzeczywistości. ;)

Następnie, zasada "zapachu zgniłego mięsa". Tajowie lubują się w gotowaniu i jedzeniu na ulicach: nieważne czy to naleśniki, prażone robaki, owoce morza czy kurczaki. Niestety w panujących tutaj temperaturach trudno utrzymać świeże jedzonko przez cały dzień. W pewnym momencie wszystko zaczyna gnić, a wtedy do atmosfery leci upiorna mieszanka zapachów gotowa powalić nawej najtwardszych turystów. Jeśli chcecie poczuć ten klimat, polecamy chiński rynek w Bangkoku. Jeśli uda Wam się wyłączyć na chwilę węch to będziecie mieli okazję zobaczyć nieprawdopodobną, kolorową różnorodność produktów do jedzenia i nie tylko.

Ania








Pełny ekran

6 komentarzy:

  1. To już pewnie Wasz ostatni wpis do bloga, ale nie ostatni komentarz - mam nadzieję. O dziwo jestem pierwszy, który tym razem komentuje. Widoki są cudowne, dobrze jednak, że nie czuję zapachów. Niestety mam wrażliwy nos i pewnie na Tajskie klimaty się nie nadaję. Wy, ponieważ jesteście młodzi, na razie zniesiecie każdą niewygodę. Pozdrawiamy Was i czekamy na lotniku w Poznaniu za kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie będe komentował zdjęć aby nie narazić się kulturze Tajskiej.Do zobaczenia w Poznaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. No dobra, to sobie ponarzekaliście na dziwne miejscowe zwyczaje, a co jest tam fajnego w tej Tajlandii? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic już pewnie nie napiszą o tajskich fajnych zwyczajach i obiektach, bo są w Londynie. Na pewno Tajki potrafią zrobić niezłe wrażenie - tak przynajmniej mówili mi niektórzy znajomi. Ponoć dla tych kobitek warto tam polecieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście to nie ja pisałam powyżej tylko Sławcio. To takie małe wyjaśnienie:-)Buziaki i do szybkiego zobaczenia:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Halo!!! a co tam w Polsce sie dzieje?
    Prosze o jakies biezace informacje ;P

    OdpowiedzUsuń