Chcieliśmy z Kamilem zobaczyć je wszystkie, lub chociaż niektóre. Niestety zza szyby samochodu widzieliśmy jedynie rozjechane kangury i wombaty. Aby zobaczyć żywe musieliśmy więc sięgnąć do kieszeni... Udaliśmy się ostatecznie do Featherdale Wildlife Park, schroniska dla australijskich zwierząt. Trafiają tam okazy, których nie udało się do końca rozjechać. ;) Spędziliśmy tam pół dnia, biegając z aparatem za kangurami, które dosłownie plątały się pod nogami. Kamil najbardziej cieszył się z możliwości popieszczenia misia koali. A ja piszczałam na widok małych pingwinków i innych. „słitaśnych” okazów.
Tytułowe duże australijskie ptaki to przede wszystkim gigantyczne białe ptaszyska z czarnymi, długimi, zagiętymi dziobami, które w Sydney wyparły gołębie. Są wszędzie, jedzą wszystko, wyglądają groźnie. Oprócz tego w każdym australijskim mieście, miasteczku czy wsi spotkać można stada kakadu. Najbardziej jednak zazdrościmy Australijczykom wielobarwnych papużek, które mieszkają w prawie każdym ogródku.
Żeby jednak nie było za wesoło, są tutaj także groźne okazy, takie jak ogromniaste pająki, jaszczury, krokodyle, węże, smoki*, diabły**... Totalny meksyk!
*morskie (widzieliśmy dwa okazy w sydnejskim oceanarium)
**tasmańskie
Ania
Pełny ekran
http://gobarbra.com/hit/45208267329acf932564ad7f70bfe31a
OdpowiedzUsuńhah motyw z barbra straisand świetny xD
OdpowiedzUsuńMisie koala są boskie. Szkoda, że chociaż jednego nie zabraliście ze sobą. Ale Was rozumiem...
OdpowiedzUsuń