Część rezerwatu Flamingów znajduje się na najsuchszej pustyni solnej na świecie. Krajobraz jest imponujący. Nie mogliśmy jednak polizać żadnej solnej bryły, bo grożą za to mandaty (masakra). Musieliśmy się zachowywać jak normalni ludzie. Dodatkowo w rezerwacie były różowawe flamingi, które wbrew powszechnemu prawu, nie narobiły Kamilowi na głowę.
Kolejnym przystankiem tej wycieczki była laguna wysokogórska, która charakteryzowała się niską temperaturą i pięknym położeniem. W ramach ciekawostek powiemy wam, że kiedyś postanowiono tę lagunę zarybić. Zdecydowano się na pstrągi. Okazały się one jednak nadzwyczaj agresywne. Najpierw wyżarły całą florę i faunę jeziora, a kiedy już nic nie zostało zjadły siebie nawzajem. Od tamtej pory w jeziorze nie ma nic.
W drodze powrotnej, w miejscu, gdzie jedliśmy obiad zastaliśmy niecodzienną sytuację. Osoba, która najciekawiej zinterpretuje, co przedstawia poniższe zdjęcie, wygra danie obiadowe z głównym bohaterem zdjęcia w restauracji KFC**. (O odpowiedzi prosimy w komentarzach.)
Kolejna wycieczka wymagała od nas sporo poświęceń. Po pierwsze, musieliśmy wstać o 3 (w nocy!). Po drugie, spędziliśmy dwie godziny w trasie, na drogach mocno odbiegających od standardów autostrad niemieckich, polskich, ukraińskich, a nawet mongolskich. Po trzecie, temperatura na miejscu przebiła aktualne warunki w Polsce! Kiedy dotarliśmy do celu było tam -12 stopni!!! Z drugiej strony, nie często ma się okazję oglądać gejzery.
Tym razem w drodze powrotnej, nie zobaczyliśmy żadnej kury na kaczce, ale za to widzieliśmy tysiącletniego kaktusa. Droga do niego wiodła przez niedostępną Dolinę Kaktusów (Valle de los Cactuses). Trasa wymagała pewnej sprawności fizycznej (ale cóż to dla nas po Inca Trailu ;)). Na potwierdzenie tych słów dodamy, że dwie osoby (w tym jeden z przewodników) skąpały się w rzeczce, która biegła wzdłuż trasy. Tak nam się ten spacer spodobał, że objęliśmy prowadzenie (tak, tak Michał, my-ludzie bez kondycji) i pomagaliśmy w trudniejszych momentach reszcie grupy. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że kaktusy rosną jedynie centymetr rocznie (przykro mi Krzysiek!), dzięki temu łatwo ocenić ich wiek.
Tą opowieścią kończymy póki co nasze dotychczasowe intensywne zwiedzanie. Od jutra rozpoczynamy kilka dni lenistwa w Argentynie. :)
** Michał, oferta nie obejmuje kubełków!
Ania
Pełny ekran
"...najpierw zwiedziliśmy dwie laguny " Z tym to juz przesadziliscie. Jechac taki kawal zeby zobaczyc lagune. Ja mialem lagune przez 9 lat, mogliscie sobie u mnie pozwiedzac, nie trzeba bylo na koniec swiata jechac! Teraz juz za pozno, sprzedalem lagune bo sie psuc zaczela ;)
OdpowiedzUsuńA co do konkursu to nie ma co zgadywac, wszystko widac. Zboczone zwierzeta tam maja. Sodomia i Gonoria :D
Pilnuj Kamil Ani jak nastepna kure zobaczysz
Na zdjęciu kaczka i kura, jak nic, widzimy klasyczny masaż kręgosłupa! Ale macie fajnie... te widoki... Buziaki!!!
OdpowiedzUsuńObstawiam że to Pudzian po reinkarnacji. Byliście świadkami największej walki stulecia wszechwag na innym kontynencie... brakowało nam tylko transmisji live, runda po rundzie. pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKura chce zniść jajko. Pozdrowionka i miłego leniuchowania w Argentynie!
OdpowiedzUsuńJa mysle, ze zdjecie przedstawia, ze cena kurczakow w ameryce poludniowej jest tak wysoka, ze kura teraz sie wywyzsza nad kaczka!
OdpowiedzUsuńZa pare dni widzimy sie w Argentynie. Wlasnie rozmawiamy z moja mama i zastanawiamy sie czy juz wygladacie jak bohater glowny z Cast away...
trzymajcie sie mocno!
buziaki
Kura wygrała z kaczka zakłd, wygrany miał nosic przegranego przez tydzien na plecach, a załozyły sie o to czy Polska wygra z Wybrzezem Kosci Słoniowej i jak na zdjeciu widac kaczka sie myliła!
OdpowiedzUsuńCo do konkursu to kura dorabia sobie na masażu tej kaczki xD kurze łapki dobrze masują;]
OdpowiedzUsuńZdjęcie konkursowe oczywiście przedstawia wieczór kawalerski Pana Kury, a Pan Kaczka to jego szwagier - zawody sumo. Mogę przedstawić podobne zdjęcie :)
OdpowiedzUsuńCo jest z Wami??? Ile czasu mamy czekać na następne relacje z podróży???? :P
OdpowiedzUsuńDrogi Tomku,
OdpowiedzUsuńod zwiedzania też trzeba czasem odpocząć ;)
Jesteśmy od wczoraj u mojej przyjaciółki Cintii w Argentynie i generalnie obijamy się, imprezujemy i relaksujemy się.
Ale obiecujemy, że jak tylko gdzieś się ruszymy to nie omieszkamy Was o tym poinformować.
A kiedy wyniki konkursu?
OdpowiedzUsuńDopiero jak się gdzieś ruszycie??? Przecież relacje ( a zwłaszcza fotki ) z imprez i nocnych klubów też nas interesują...
OdpowiedzUsuńCo do konkursu, na zdjęciu widzę dwa ptaki, jeden na drugim, naprawdę, bez jaj...
Ale Was zamurowało po ostatnim komentarzu APLI, że nic nie piszecie od prawie tygodnia. Tak ostro rządzicie z Cintusią? Odezwijcie się, bo jak nie wyslemy ekipę ratunkową!
OdpowiedzUsuń