Wybraliśmy się tam dziś na rowerach - my ludzie bez kondycji. Postanowiliśmy wyjechać o świtaniu zanim jeszcze zrobiło się gorąco. Od Doliny Księżycowej (celu wielu okolicznych wycieczek) dzieliło nas 15 kilometrów. Nie było lekko, szczególnie, że postanowiliśmy zjechać z wyasfaltowanej drogi, w celu głębszej eksploracji pustyni. :D Widoki były powalające, ale warunki pogodowe nie pozwalały na zbyt długie tam przebywanie i dość szybko wróciliśmy do San Pedro de Atacama.
San Pedro de Atacama jeszcze kilka lat temu była zupełnie niepozorną pustynną wioską. Dopóki nie pojawiły się tu hordy turystów, gdyż jest to świetny punkt wypadowy do zwiedzania okolicznych cudów przyrody. W ostatnich latach San Pedro dorobiło się wielu hosteli, sklepów z pamiątkami, agencji turystycznych i czterech bankomatów (3 obsługujące dowolne karty i 1 obsługujący Mastercard i Maestro). Wygląda na to, że miasto nie radzi sobie z nawałem zagranicznych turystów, co widać po pustkach w bankomatach. Prawdziwy problem mają posiadacze kart VISA. Od dnia naszego przyjazdu tutaj, bankomaty obsługujące te karty są nieczynne ze względu na brak pieniędzy. Niestety, żeby zapłacić za bilet autobusowy lub hostel konieczna jest gotówka. Dlatego, spacerując główną ulicą wioski coraz częściej spotyka się spłukanych posiadaczy kart VISY. Kolejne napełnienie bankomatów już w czwartek. Trzymamy kciuki za przetrwanie wszystkich VISOwiczów. ;) Na szczęście Kamilek ma Mastercard, co uratowało nasze tyłeczki! :)
Innym efektem ubocznym najazdu turystów są wysokie ceny w sklepach spożywczych. Są one nawet dwukrotnie wyższe niż w innych miejscowościach w Chile. Na szczęście lokalne wino jest tanie... :D
Ania
Wyświetl większą mapę
Ale widoki! Uff, puff... Rewelacja!!! Buziaki:-)
OdpowiedzUsuńKamil to wszędzie tego laptopa przemyci;p dobre widoki:D pozdrowionka
OdpowiedzUsuńAle macie dobrze,że możecie wygrzewać się w słońcu. My ogrzejemy się myślami o Was.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia i buziaki:)
Fajny kot
OdpowiedzUsuńnieźle to wygląda, naprawde świetnie :), KOT jak KOT, ważne że znalazła się oaza z dostępem do netu :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy
Babcia Irka jak obejrzała Wasze przygody zaniemówiła.Podziwia i czeka na wydanie książkowe ,bo nie nadąża z notatkami
OdpowiedzUsuńTo nie jest zwykły kot bo przepycha głowa drzewo!
OdpowiedzUsuńMoże ten kot jadalny(jak świnki morskie to
OdpowiedzUsuńczemu nie kot?)!:)
Kamcio z tym zarostem kilkudniowym wygląda już na rasowego trapera. A po zejściu z Machu Picchu kondycję ma chyba niezłą, bo zamiast jeździć na rowerze, go nosi. Niech się może tak nie eksploatuje, bo przed Wami jeszcze daleka droga. Cintia już wie, że się zbliżacie? Całuski i dwie rybie łuski (na szczęście).
OdpowiedzUsuńAha! Poza tym dobrze mieć partnera z inną kartą płatniczą, niż swoja.
OdpowiedzUsuńA co Kamil robi z tym laptopem w tych pieknych okolicznosciach przyrody? Porzadek w bazie danych na reprezentacja.net? ;P
OdpowiedzUsuń