czwartek, 11 listopada 2010

Cusco cz. III czyli CUSCO

Ulicę, przy której znajduje się nasz hostel definiują dwa słowa: „kurczakowania” i „fryzjernia”. Chcąc wybrać się na coś do jedzenia, mamy wybór między Polleríą (czyli kurczakownią), Pollo Surem (kurczakiem południa), Super Pollo (super kurczakiem), itp. Oprócz tego na naszej ulicy dominują zakłady fryzjerskie. Co ciekawe, w Peru wszystkie ulice są tematyczne, tj. są ulice na których dominują „kurczakownie” i fryzjerzy, są ulice wyłącznie ze sprzętem kempingowym, ze strojami na bal przebierańców, lub ze sprzętem medycznym. Żeby jednak odejść od tej dygresji, pójdźmy dalej naszą wyjątkową ulicą, która prowadzi do centrum Cusco – dawnej inkaskiej stolicy.



Pierwotna nazwa miasta w języku qechua brzmiała Qusqu, ale podobno hiszpańscy najeźdźcy nie potrafili jej wymówić i uprościli ją do obecnego Cusco. Oczywiście najważniejszym miejscem jest tu, podobnie jak w Limie (i wielu, wielu innych peruwiańskich miastach), Plaza de Armas, dokoła której znajdują się najważniejsze i najstarsze budowle. Jedną z nich jest kuskeńska katedra, która okazała się szalenie ciekawym miejscem. Jest tam np. obraz z 1753 roku namalowany przez lokalnego artystę Marcosa Zapate, który nawiązuje do Ostatniej Wieczerzy Leonadra Da Vinci. Mamy więc Jezusa i 12 apostołów siedzących przy stole. Postać Judasza jest podejrzanie podobna do, nielubianego tutaj, Francisca Pizarra. Na środku stołu, na talerzu spoczywa smażona świnka morska (niespełnione marzenie Kamila ;)), w misach kolby kukurydzy i ziemniaki, a w kielichach chicha morada (typowy peruwiański napój z fioletowej kukurydzy). Mieszanie się elementów chrześcijańskich z inkaskimi nie jest jedynie cechą tego obrazu ale całej sztuki sakralnej Peru. Wszystko przez to, że wykonawcami ołtarzy i malowideł w kościołach byli lokalni artyści, którzy lubili dodać coś od siebie. Poza tym elementy inkaskie w kościołach katolickich ułatwiały chrystianizację ludności. Pojawia się więc sporo odniesień do kultu Pachamamy (Matki Ziemi), który reprezentują liczne rzeźby i malowidła kobiet z obnażonymi biustami. Ponadto, często występującym elementem ozdobnym jest słońce, które symbolizuje najważniejszego inkaskiego boga.

Opisaliśmy w tym wpisie zaledwie kilka kwestii, które nas zaciekawiły. Jeśli macie ochotę na więcej faktów, odsyłamy do przewodników.

Ania








Wyświetl większą mapę

9 komentarzy:

  1. Wojnowscy z Brodnicy i Górzyńscy z Puław12 listopada 2010 03:18

    Całą rodziną siedzimy w domu w Brodnicy i przeglądamy wasz blog. Zazdrościmy wam tylu wrażeń i trzymamy kciuki za kolejne przygody.
    Zastanawiamy się dlaczego Kamilowi nie udało się zrealizować swojego marzenia, jak by co w Brodnicy pasiemy chomika, za pół roku będzie jak świnka morska, więc już macie motywację żeby wracać;]
    Całujemy:

    Wandzia, Krzysiek, Ania, Piotrek, Dziadek, Kasia, Kamili i Maciuś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego tak mało zdjęć zamieściliście? Zabrakło chociażby fotki tej kurczakowni albo fryzjerni.Czy pojemność bloga jest ograniczona? O długości tekstu nie wspomnę. Chciałoby się więcej i więcej. Czy tam jest naprawdę tak spokojnie. Nie macie żadnych przygód? Całuski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tym razem zdąrzyłem pierwszy napisać komentarz.Zapomniałem napisać, że tęsknimy i trzymamy za Was kciuki. Jutro (czykli w sobotę) wszyscy przyjeżdżają do Dobrzejewic a Was z nami nie będzie. Trochę nam bedzie smutno, ale może coś wymyślimy i zrobimy gorącą linię do Cosco. Co Wy na to. Jeszcze raz całuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. @seg:
    Pracujemy nad trzema kolejnymi wpisami (w tym jednym moim :)). Co do długości wpisów, staramy się omijać fakty, które łatwo znaleźć w przewodnikach. A zdjęcia, no cóż, Ania zabroniła publikacji wszystkich zdjęć ze sobą.

    @Wojnoscy i Górzyńscy
    Jestem bardzo wdzięczny za chomiczka. Tutejsze porcje świnek są zdecydowanie za duże na jedną osobę, a taki chomiczek... hmmm. Mam nadzieję, że chomik nie zestarzeje się do naszego powrotu.

    OdpowiedzUsuń
  5. A my podejrzewaliśmy trampolinę pod nogami przy tych poprzednich wyskokach ,a to po kurczakach tak Was niosło do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, hej... są ulice kurczakownie, fryzjerownie a chomikowni nie ma? Ale jedzeniowo się zrobiło. A nawiązując do chomika w Brodnicy, to znając ciocie Wandzie zapewne wykarmi go nieźle.Dobrze,że prowadzicie tego bloga bo przy okazji my też zwiedzamy, śmiejemy się z Waszych przygód i oczywiście tęsknimy za Wami. Ściskamy i do kolejnego wpisu:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dajecie napiwki zbieraczom, czy jesteście chytrzy i skąpi? ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. @Tomek:
    nie jesteśmy chytrzy ani skąpi, ale wciąż jesteśmy/czujemy się studentami, dlatego nasze napiwki są dość niskie ;)

    OdpowiedzUsuń