Cusco i okolice obfitują w liczne atrakcje turystyczne. Jak tylko poczuliśmy się z Kamilem lepiej postanowiliśmy znaleźć coś dla siebie. Wybór nie był prosty. Byliśmy bardzo blisko zarezerwowania konnej wycieczki po inkaskiej Świętej Dolinie, ale jako że jesteśmy "konnymi laikami" zrezygnowaliśmy. Mogliśmy również podnieść sobie poziom adrenaliny, decydując się na rafting albo skok na bungee (30 USD lub 0 USD, gdy ochotnik zdecyduje się skoczyć nago). Z tej opcji zrezygnowaliśmy, ponieważ nie obejmuje tego nasze ubezpieczenie. :)
Ostatecznie, wybraliśmy opcję dla emerytów, czyli A-U-T-O-B-U-S-O-W-Ą wycieczkę po Świętej Dolinie (La Valle Sagrada de los Incas). Pierwszym przystankiem na trasie była wioska Pisaq (za czasów inkaskich zwana Flamaster, po hiszpańskiej konkwiście nazwę zmieniono na Pisaq). Największą atrakcją Pisaqu są inkaskie ruiny, my jednak widzieliśmy tylko RYNEK. Podobnie jak na większości straganów w Peru i tutaj królowało rękodzieło inkaskie "Made in China". Kamil skusił się jedynie na czapkę z "alpaki" za 10 złotych (prawdziwa alpaka kosztowałaby ok. 100 zł). Jednak najlepsi peruwiańscy handlarze potrafią sprzedać obrazek, wart tyle co czapka Kamila, za 150 złotych, pod warunkiem, że znajdą odpowiedniego Australijczyka.
Po zakupowym szaleństwie udaliśmy się na obiad. Trafiliśmy do cudownego miejsca, położonego nad rzeką Urubambą, otoczonego wysokimi górami. W ogrodzie pasły się alpaki, a do obiadu przygrywał nam peruwiański duet. Niestety jedzenie nie było tak imponujące jak otoczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że w Polsce za podobny obiad musielibyśmy słono zapłacić.
Turystyczną wisienką na torcie była wizyta w ruinach inkaskiego miasta Ollantaytambo. Wstyd się przyznać, ale nie byliśmy najlepiej przygotowani do tej wycieczki. Brakowało nam przede wszystkim kapeluszy. Na szczęście nie byliśmy jedyni i kupując je w hurtowych ilościach udało nam się zbić cenę z 12 do 7 złotych za sztukę. Według naszego przewodnika, Ollantaytambo w sensie archeologicznym jest znacznie cenniejszym zabytkiem niż Machu Picchu. Aby zobaczyć ruiny w pełnej okazałości musieliśmy pokonać kilkadziesiąt wysokich schodów. Braki tlenu i kondycji dały się odczuć podczas tej krótkiej wspinaczki.
W drodze powrotnej większość pasażerów drzemała. Ja, wbrew Kamilowi, walczyłam z szybą i światłem, próbując przez okno zrobić ładne zdjęcia. Ostatnim przystankiem na trasie była wioska Chinchero, która jest żywym skansenem inkaskiej kultury. Specjalnie dla nas przygotowano pokaz produkcji tkanin od zera, czyli od momentu prania brudnej wełny alpaki. Widzieliśmy też zagrodę, w której mieszkały świnki morskie czekające na usmażenie w głębokim oleju. Tutaj traktuje się je jak kurczaki, a nie jak zwierzątka domowe. Kamilowi do tej pory nie udało się posmakować tego rarytasu (zwanego Cuy), ale wciąż ma nadzieję. Oprócz tego obejrzeliśmy całe urokliwe miasteczko, poznając jego historię (trochę nudna, w połowie bym obciął, przyp. Kamila). Potem został już tylko powrót do Cusco.
Posłowie
Widzieliśmy koszenilę na żywo! Jest biała, mała i mieszka w kaktusach; po roztarciu robi się bordowa. Inkowie też używają jej jako barwnika, niekoniecznie do jogurtów.
Następny wpis nie wcześniej niż w poniedziałek po powrocie z Machu Picchu.
Ania
Pełny ekran
I dobrze, że wybraliście wersję autobusową. Śliczne zdjęcia! Z niecierpliwością czekam na relację z MP. Buziaki!
OdpowiedzUsuńjaaaaa:)
OdpowiedzUsuńRestauracja rzeczywiście urokliwa. Można odpuścić jedzenie i nasycić się widokiem (tylko tak nie róbcie).Powodzenia! Całusy!
OdpowiedzUsuńHello, no ładnie się tak podróżuje... fajny pomysł z tym ala blogiem. Muszę powiedzieć, że czytam od deski do deski (właśnie skończyłem ostatni wpis). Co do świnek morskich to Kamil życzę smacznego, a Ty Aniu wybij mu to z głowy:)
OdpowiedzUsuńa tak na serio to szlifujcie formę bo wam tlenu ma machu picchu zabraknie :P pozdrawiam
Ta Alpaka ma taki wyraz twarzy jak by chciała powiedziec: "Dacie mi juz w koncu spokuj?"
OdpowiedzUsuń@Bratr:
OdpowiedzUsuńMoże faktycznie ma taką minę na tym zdjęciu. Ale mamy inne zdjęcia na których ma minę "WTF!?" lub "Zrób mi słit focie!"
Nareszcie nadrobilam zaleglosci w czytaniu :) Obiecuje poprawe i sumienne komentowanie ;)
OdpowiedzUsuńZdjęcie zza szyby rewelacja. Ten błękit nieba, góry i rude zesłe trawy. Kamilek to chyba dawno golarki nie widział albo rzadko sie myje (ha, ha,ha). No zdobywcy to teraz juz tylko Tititaca Wam zostało. Całuski.
OdpowiedzUsuńOczywiście chodziło o zeschłe trawy a może suche.
OdpowiedzUsuń@seg
OdpowiedzUsuńChcę być bardziej wiarygodny jako prawdziwy podróżnik. Nie mogę wyglądać zbyt czysto i zbyt gładko.
@seg
OdpowiedzUsuńA czas od ostatniego mycia najłatwiej ocenić po włosach!
Michał analfabeto spokÓj, nie spokuj :D
OdpowiedzUsuń