Drodzy czytelnicy!
Nie pożarły nas tajskie tygrysy, nie porwali malajscy terroryści, nie roztopiliśmy się w azjatyckim słońcu...za to wróciliśmy do domu cali i zdrowi. A że emocje już trochę opadły, czas na małe podsumowanie. Kamil będzie się buntował, że to nie koniec, bo brakuje jednego wpisu dot. Tajlandii. Zgadza się. Może więc on go napisze. :) Kamil, do dzieła!